
…i żadne krzyki i wrzaski nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne
jak mówił pewien polityk. I faktycznie w ten weekend Marcin i Robert udowodnili prawdziwość tej tezy bo istotnie okazało się, że czarne jest białe, a białe jest czarne i do tego nie rzadko nawet szare
szczególnie w tak wielopłaszczyznowej dziedzinie jak fotografia.
23 i 24 stycznia miałem przyjemność uczestniczyć w I edycji warsztatów Czarne jest białe o fotografii ślubnej w rytmie 5Czwartych, która oczywiście upłynęła szybko jak okamgnienie. W pierwszej edycji uczestniczyli: Bartosz Bednarczuk, Sylwia Szuder, Andrzej Paradowski, Urszula Sowińska, Grzesiek Kuriata, Janusz Pankowski, Robert Kowalczyk, Monika Kwiatkowska, Jan Bielecki, Jarek Tomaszewski, Jakub Nalewajko, Robert Hyliński. Jak to zwykle bywa pierwsza edycja obarczona jest małymi problemami technicznymi, lekkim chaosem, wieloma na pozór niepotrzebnymi dygresjami, ale… to właśnie było największą frajdą bo wszystko działo się spontanicznie i tak aby żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi, nawet kosztem upływającego czasu.
Po dwóch dniach pewne jest, że dla Marcina i Roberta było to o wiele większe doświadczenie niż dla uczestników i widać było, że bardzo im zależało aby przekazać maksimum wiedzy.
Obserwując warsztaty z pozycji uczestnika nie sposób nie dostrzec z jednej strony Marcina – który na wszystko ma zawsze obszerną odpowiedź i jest chyba prekursorem marketingu fotografii ślubnej w Polsce, niezwykle przemyślanej i doprecyzowanej umowy, a przede wszystkim bardzo ciekawych wieloplanów. Z drugiej strony Robert, który ze swoją poczochraną czupryną i ekspresyjną gestykulacją wygląda jakby wszystko robił na żywioł. Jest tu i tam i okazuje się, że z tego chaosu wychodzi zawsze przemyślany kadr, który wzbogacony oryginalną obróbka daje tę słynną podczas warsztatów estetykę. Dodatkowo Robert zaskoczył mnie jedną ze swoich prezentacji, w której opowiedział … jak by chciał fotografować, a nie potrafi (?!), że jest świadomy swoich ograniczeń i robi wszystko żeby je zwalczyć. To nie były słowa kogoś kto buja wysoko w chmurach, a słowa zwykłego “gościa”, który próbuje zawsze robić wszystko na maksa.
Po dwóch dniach prezentacji, dyskusji i sporów okazało się, że Marcin i Robert mają bardzo konkretną wizję tego co robią. Jadą w jedną stronę choć różnymi autobusami, a co jakiś czas spotykają się na wspólnych przystankach
. Tak czy siak było naprawdę warto dowiedzieć się o rzeczach drobnych, o których się zapomina i o rzeczach ważnych o których się nie wiedziało.
Na dodatek w tym całym zamieszaniu ani razu nie wyciągnąłem aparatu
, a ponieważ wpis bez zdjęcia jest nieważny zamieszczam klasyczne grupowe zdjęcie wykonane klasycznym obiektywem portretowym
, które zrobił Marcin.
P.S. Inne relacje znajdziecie na blogu Marcina i blogu Sylwii
Pokaż Ukryj 3 komentarzy